piątek, 27 marca 2015

IV - Hamptons Arts High School

POV Lilianna
Jedno z najbogatszych miejsc w USA, a ja miałam do niego należeć. Należeć do tego świata. Bałam się. Zdałam sobie sprawę, że się boję. Tego jak mnie zaakceptują lub nie. Trwając w tym zamyśleniu nie spostrzegłam kiedy Dylan zaparkował pod szkołą.
-Witamy w Hamptons Arts High School.-powiedział chłopak z szerokim uśmiechem ukazując swe białe zęby.
-Arts?-zapytałam.-To nie miała być zwykła szkoła?
-Tutaj, nie ma normalnych szkół.
Kiedy wyszedł z samochodu momentalnie otoczyła go grupa ludzi. Myślałam że pokaże mi gdzie jest dyrektor, ale miał lepsze rzeczy do roboty. Siedziałam w tym samochodzie chwile, aż wzięłam się na odwagę i wyszłam z auta.
-Ludzie, to jest Lili. Lili poznaj ludzi.-uśmiechnął się. Podskoczyłam słysząc jego głos, bo nie liczyłam na to że ktoś mnie zauważy, a w szczególności on. Machnęłam ręką i się uśmiechnęłam, choć myślę że zamiast szczerego uśmiechu pojawił mi się na ustach grymas. Kiedy wszyscy mnie powitali co było krępujące, dopchałam się do Dylana.
-Będziesz moim wybawicielem i zaprowadzisz mnie do dyrektora?-chłopak znowu się uśmiechnął. Miał cudowny uśmiech.
-Oczywiście.-odpowiedział pogodnie.
***
Szkoła była olbrzymia. Kolorowa, co mnie zaskoczyło. Nigdy nie chodziłam do szkoły "tematycznej?" i nigdy nie chciałam. Każda szafka była w jakiś sposób ozdobiona, każda opowiadała o właścicielu, razem tworzyły historię. Doszliśmy do czarnych drzwi ze złotą tabliczką "Dyrektor".
-Jaki on jest?-zapytałam.
-Pani Jenkins jest sympatyczna.
Zapukał do drzwi i weszliśmy do środka. A raczej zostałam do niego wepchnięta. Zamknął drzwi i zostałam w pomieszczeniu sam na sam z panią J. Na krześle siedziała kobieta około 50. Miała długie kruczo czarne włosy, zielone czy i czarną sukienkę na sobie. Wskazała mi krzesło.
-Nazywam się pani Jenkins i tak masz się do mnie zwracać, a jak ja mam mówić do ciebie?-zapytała kobieta jedwabistym głosem.
-Lili.-wydukałam z siebie.
Wręczyła mi kilka kartek i kazała wypełnić. Był to dobór lekcji, zajęć pozalekcyjnych, kół zainteresowań itp. Po około godzinie wraz z panią Jenkins ustaliłyśmy mój plan lekcji

Poniedziałek
1.Angielski
2.Angielski
3.Matematyka
4.Francuski
Przerwa na lunch
5.Drama
6.Drama
17.00 zaj. poza lekcyjne z pisarstwa
Wtorek
1.Wokal
2.Angielski
3.Drama
4.Drama
5.Matematyka
Przerwa na lunch
6.Gitara
7. Wokal
15.30 koło teatralne (To mnie bardzo zdziwiło, koło teatralne przy tylu zajęciach. Ale dlaczego nie?)
Środa
1.Rysunek
2.Historia
3.Historia Teatru i Sztuki
4.Angielski
5.Rzeźba
Przerwa na lunch
6.Drama
Czwartek
1.Geografia
2.Chemia
3.Biologia
4.Angielski
5.Gitara
6.Gitara
Przerwa na lunch
7.Fizyka
8.Wokal
9.Rytmika
Piątek
1.Angielski
2.Kaligrafia
3.Łacina
Przerwa na lunch
4.Drama
5.Literatura
6.Wokal
16.30 "uliczny art" koło.
"Uliczny Art" mnie zdziwił. Dyrektorka powiedziała tylko, że to koło założone przez uczniów. Miałam iść zaraz na trzecią lekcję, którą była Matematyka. Jest to przedmiot dla mnie banalny, ale wcześniej Jenkins zaprowadziła mnie do mojej szafki. Widać ją było z daleka. Jedyna wśród całych rzędów która była niebieska bez żadnej ozdoby. Trwała akurat 5 minutowa przerwa między lekcjami. Patrzałam na tych ludzi i nie dowierzałam. Wszyscy mieli markowe ciuchy, wyróżniały się odmienne style co było dla mnie nowością. W mojej starej szkole czegoś takiego nie było, jakby każdy miał identyczne upodobania. Cieszyłam się że na moim planie lekcji, który strasznie mi się podobał nie było zajęć fizycznych. Nienawidziłam ich.
-Cześć!-zaczepiła mnie dziewczyna kiedy otwierałam szafkę. Miała swoją obok mojej.
-Hey.-powiedziałam tylko trochę z mniejszym entuzjazmem ucieszona że ktoś się do mnie odezwał.
-Jestem El, A ty?
-Lili.
-Lilianna, ładne imię.-odezwał się jakiś męski głos za mną.
Kiedy się odwróciłam ujrzałam młodego chłopaka prawdopodobnie o rok starszego, z brązowymi włosami i niebieskimi oczami.
-Michael.
_______________________________________
Znowu krótko. Zero czasu, zero weny. To chyba
stanie się moim życiowym mottem :(( Niestety,
ale udało mi się wstawić przed kwietniem.
Następnego rozdziału możecie się spodziewać
już wkrótce. Zapraszam do obserwacji i komentowania
oraz na blog mojej koleżanki, liczy na waszą opinię i
ja również!  http://aganisttheworld.blogspot.com/
Komentujcie, obserwujcie! Zapraszam również
na mojego drugiego bloga [KLIK]

poniedziałek, 2 lutego 2015

III- Good Morning

Dojechali. Dziewczyna wysiadła z samochodu, zamknęła drzwi, a następnie oparła się o nie  i popatrzała w swoich czarnych okularach przeciwsłonecznych w stronę zachodzącego słońca, a następnie w stronę posiadłości. Rezydencja o białych ścianach była olbrzymia w porównaniu do małego domu dziewczyny. Większość pokoi była oszklona.
-Witam w Hamptons!-zawołał brat dziewczyny.
Po chwili z domu wyszli wszyscy domownicy. Dziewczyna momentalnie rzuciła się na Tyler'a Deline. Tyler był przyjacielem jej brata od podstawówki. Lubili siadać w jednej ławce i na lekcjach kłócić się o którego chodzi. Jako małe dzieci różnili się od siebie. Brat Lili mniejszy, chudszy i wszędzie się wcisnął czy przemknął. Deline był wyższy i potężniejszy, skryty w sobie, często milczący. Dziewczyna traktowała go jak swojego drugiego brata, często przyjaciela do wygadania.
-Hej mała.-rzucił chłopak kiedy dziewczyna się na niego rzuciła.
Ona się tylko uśmiechnęła i odparła:
-Już nie przesadzaj, taka mała to już nie jestem.
Następnie przywitała się z Coltonem. T&T jak to zwykło się na nich mówić wyjęli walizki i torby Lilianny z samochodu.
-Lili, to jest Adam. Gra w zespole na klawiszach.-powiedział brat.
-Wiem. Witaj.-podała rękę chłopakowi.
-To mój brat Dyl...-chłopak rozejrzał się.-Widział ktoś Dylana? Nieważne jeszcze go poznasz.
-Crystal.-dziewczyna wyciągnęła rękę.
Lili dopiero po chwili wykonała ten sam gest. Brat opowiadał jej jaka to ona jest cudowna. Byli parą od dwóch lat. Poznał ją kupując kawę cynamonową cztery lata temu. Willa była ogromna. Pokój nowej domowniczki znajdował się jak wszystkie sypialnie na piętrze. Trzy z czterech ścian były oszklone przez co dziewczyna miała widok na ocean, ale nie dawało to prywatności. Z okna ujrzała basen z czego się ucieszyła myśląc już o przyszłych imprezach. Wiedziała gdzie się znajduje. Było to miasto bogaczy.
-Skąd mieliście kasę aby tu zamieszkać?-zapytała siostra brata.
-Colton spotykał się z dziewczyną, której ojciec miał na zbyciu dom, a że potrzebowaliśmy lokalu zdobyliśmy sponsora.-uśmiechnął się.-Dwa miesiące kiedy się rozstali baliśmy się, że stracimy dom, ale jej ojciec uznał że przynosimy mu dochody, a dom jest mu niepotrzebny. Utrzymujemy się jak na razie z kasy zarobionych na sprzedaży biletów.-po chwili dodał.-Jeżeli wystrój się ni podoba, to niestety musisz zaczekać do następnego występu.
-Wystrój jest wspaniały, ale przydałoby się  kilka ciuszków i bucików.-uśmiechnęła się.
-Obok jest pokój Dylana.-dodał wychodząc.-A i jutro zawiezie cię do szkoły.-siostra uniosła brwi pytająco.-Pretensje nie do mnie, a do rodziców że chcieli tak szybko. Książki i zeszyty masz w szafce. Jak ci się nie spodobają to kupisz inne. W szafce masz też inne rzeczy. Crystal coś tam dokupiła więc przejrzyj pokój. Kolacja za 30 minut.
Lili jeszcze raz rozejrzała się po pokoju z jej marzeń. Czuła że mama wysłała bratu opis mojego wymarzonego pokoju. Biało-czarne wnętrze. W szafce znalazła książki i zeszyty których było około 30. W kolorach pastelowych (3 różowy, żółty i zielony), tej marki z aniołem i diabłem do ozdobienia jednobarwne (12), trzy w twardej okładce z wyrywanymi kartkami we wzory lasu i napisem "The End", dwa z białymi stronami w okulary oraz we wzory kwiatowe grube, cienkie, do muzyki itp. Na nich leżała koperta z imieniem dziewczyny z listem. "Ta karta jest z debetem. Aktualnie jest na niej 500 dolarów i tyle będziesz otrzymywała co miesiąc kieszonkowego. Dziennie możesz wydać 100 i wybrać 100. Wszystko masz w umowie. Powodzenia! T.L.". Otworzyła szafkę pod gdzie znajdowały się torby szkolne; z tygryskiem na ramię, szaro-czarna Nike, IDA torebka typu szkolna szaro-czarna oraz dwie listonoszki brązowa i fioletowa. Nie zabrakło też dużej czarnej torby na ramię. O wszystkim pomyśleli. Rzekła dziewczyna jakby do siebie. 
***
"She's like cold coffee in the morning
I'm drunk off last nights whisky and coke
She'll make me..."
Trzecia linijka już się nie skończyła bo dziewczyna wyłączyła budzik. Podniosła się i popatrzała przed siebie. Nie była w swoich starych czterech ścianach. Była w obcym miejscu, gdzie nie czuła żadnej prywatności.
-Trzeba założyć rolety.-dodała zaspanym głosem, po czym wstała.
Podeszła do szafki i wyjęła nowe ciuchy, które tu dostała. Beżowa sukienka we wzory kwiatowe, beżowa marynarka oraz tego samego koloru letnie koturny. Poszła do łazienki po czym ściągnęła szarą piżamę z Kubusia Puchatka. Ze szkatułki wyjęła beżowe bransoletki. Idealnie do zestawu pasowała brązowa listonoszka. Do owej torby schowała książki. Było dwadzieścia po siódmej. Włosy zostawiła rozpuszczone i nałożyła tusz oraz różową szminkę ochronna. Popatrzała następnie w lustro.
-Codziennie będę pragnęła byś po mnie przyjechał.-szepnęła ze łzami w oczach.
Z listonoszki wyciągnęła telefon i napisała te słowa do Kacpra, ale po chwili skasowała wiadomość i napisała tylko "Tęsknię". Wychodząc z pokoju wpadła na chłopaka o pięknych brązowych oczach i cudnym uśmiechu.
-Cześć.-powiedział z uśmiechem nieznajomy.
-Hey. Zakładam że Dylan.-odpowiedziała niewiasta.
-A ty Lilianna?-zaśmiali się ale oboje przytaknęli.-Ładnie wyglądasz.
-Dziękuję. Śniadanie?
Zeszli na dół po chodach do kuchni. Wszyscy domownicy rozmawiali pijąc kawę i jedząc tosty.
-Good Morning.-powiedziała dziewczyna.
-Cześć.-odpowiedzieli.
-Jak się spało?-zapytał brat.
-Przydałyby się rolety.-odpowiedziała z sarkazmem.
______________________________________________

Pragnęłam jak najszybciej dodać rozdział, aby mieć czas na napisanie następnego. Miał ukazać się już wczoraj ale nie udało mi się niestety, gdyż "Krzyżacy" chodzą mi po głowie nie dając wytchnienia. Skończyłam dzisiaj pierwszy tom, choć uważam że w trzy dni to i tak dobrze zważając na to, że szczególnie to ciekawa powieść nie jest, a w tym czasie przeczytałam jeszcze "Czarne serca" i 9 część Zwiadowców. Mam nadzieję, że rozdział choć dłuższy to was nie zanudził i doszliście aż tutaj. Proszę o opinie te krytyczne, ale i ukazujący dobre strony. Mam nadzieję, że się podobało. Zapraszam do zakładki zapytaj bohatera :)
LINKI:
Willa
Zeszyty; z okularami, pastelowe, diabeł&anioł, kwiatowe, "The End",
Torby: z tygryskiem, listonoszka fioletowa i brązowa, IDA, NIKE
Piosenka; "Cold Coffee" Ed Sheeran 
Piżama 
Ubranie 

sobota, 10 stycznia 2015

II - Goodbye my friend.

POV Lilianna
Biegłam długim korytarzem, dookoła migały lampy jak z horroru gdzie głównym bohaterem jesteś ty. W tle leciała mroczna melodia, którą znałam ale nie mogłam przypomnieć sobie tytułu. Pustka w mojej głowie była okropna. Jedyne co pamiętałam to słowa kobiety "Biegnij, biegnij!". Nie wiem jak się tu znalazłam, ani dlaczego biegnę, ale coś mi mówiło że muszę biec. Wpadłam  w drzwi i ogarnęło mnie uczucie spadania. Obudziłam się przerażona. Kolejny raz miałam to okropne uczucie, że spadam w otchłań, czarną dziurę. Na telefonie była 8:43. Dziwne. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki by wziąć prysznic. Ciepła woda, prawie gorąca spływała po mojej skórze dając jej wytchnienie. Po około dwudziestu minutach zakręciłam kran i owinęłam się w różowy ręcznik. Założyłam najzwyklejszą granatową bieliznę i poszłam do garderoby. Już wczoraj wybrałam sobie co dzisiaj ubiorę. Łososiowe rurki, białą, luźną koszulkę i kremowe szpilki. Szyję ozdobiłam złotym naszyjnikiem, a na rękę założyłam zegarek. Nigdy na niego nie patrzałam, po prostu służył wyglądowi. Włosy rozczesałam, po czym przejechałam prostownicą. Do dużej, czarnej torebko włożyłam czarne botki, na płaskim jedyne w mojej kolekcji, abym mogła przebrać w trakcie podróży. Właśnie, dzisiaj opuszczam przyjaciół, nie rodzinę, przyjaciół którzy mi ją zastąpili. Pomyślałam w duchu, za co się skarciłam.
***
Mój brat pojawił się pod moim domem gdy jadłam śniadanie. Gdy tylko zauważyłam jak wysiada z samochodu łzy napłynęły mi do oczu. Pobiegłam na górę, zamknęłam drzwi i zaczęłam płakać. Nie wiem skąd ten wybuch emocji. Zdałam sobie sprawę, że opuszczam najważniejsze osoby w moim życiu. Nicol, Kacper, Will. Byli dla mnie wszystkim, a teraz miałam to stracić. Mama oddała mi telefon więc wybrałam szybko numer mojej przyjaciółki. Nie odbierała. Usłyszałam puknięcie o szybę. Otworzyłam okno. Pod nim stała cała trójka. Kacper wspinał się po ścianie. Po dwóch minutach wszedł do pomieszczenia. Popatrzał na mnie, potem na walizki. Zmierzył wzrokiem cały mój pokój. Zbliżył się do mnie i popatrzał w moje oczy, wytarte już, bez śladu mojego załamania.
-Podobno najpiękniejsze oczy to te które płakały. Obiecaj mi, że już nigdy ponownie ich nie ujrzę.
-Jak ty..
-Znam cię tyle lat, że nic przede mną nie ukryjesz.-zaśmiał się. Miał rację.
Zaraz za nim w oknie pojawiła się Francuzka i Will. Dziewczyna rzuciła się na mnie.
-Przybywacie, aby mnie uratować?-zapytałam z przekąsem.
-Tak.-odpowiedziała momentalnie Nicol.
W tym samym momencie ktoś nacisnął klamkę moich drzwi.
-Teraz albo nigdy.-dodała po chwili.
-Co macie w planach?-zapytałam. Kacper siedział ze spuszczoną głową.
-Powinnaś jechać.-dodał prawie że szeptem. Popatrzałam pytająco.-Może tam będziesz szczęśliwa.
-Ale ja jestem szczęśliwa tutaj.-prawie krzyczałam.
-Nie znasz innego życia, wydaje ci się że to jest wspaniałe, ale nie możesz całe życie tkwić tutaj nie znając innego życia.
-Nie wiem o co ci chodzi, może...-moją wypowiedź przerwała wypowiedź mamy na którą nie zważałam.
-Lili, jedź. Nie chcę abyś zostawała tutaj na wzgląd na nas...bo jesteśmy chyba jedyną przeszkodą. Prawda? Jeżeli ci się tam nie spodoba przyjedziemy, ale chociaż spróbuj. Odzyskaj rodzinę. Zacznij nowe życie, ale nie tutaj.
-Lilianna, otwórz te drzwi.-moja rodzicielka prawie krzyczała.
Nicol przytuliła mnie jeszcze mocniej, a Will do niej dołączył.
-Obiecaj mi, że nie znajdziesz sobie kolejnej Francuzki, która zostanie twoją przyjaciółką i o nas nie zapomnisz.
-Obiecuję.
-Lilianna!-do krzyków dołączył mój ojciec.
Moi przyjaciele szybko wyszli przez okno, ale w pomieszczeniu pozostał Kacper. Podszedł do mnie i mocno przytulił. Łzy ciekły mi po policzku.
-Obiecujesz, że przyjedziesz po mnie gdy będę miała dość tamtego świata i będę pragnęła uciec gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie? Nasza czwórka.
-Obiecuję.-zrobił przerwę.- Kocham cię.- dodał
-Wiem. -odrzekłam.-Ja ciebie tez.
Odwróciłam się i podeszłam do drzwi. Przekręciłam kluczyk i otarłam łzy. Goodbye my friend. 
***
-Z tego co pamiętam kiedyś dużo mówiłaś.-powiedział Tyler.
-Z tego co pamiętam kiedyś byłeś moim bratem,  anie tylko wiązką krwi.-odpowiedziałam z sarkazmem.
W tle leciało "Stay With Me" Sama Smitha, co dziwnie dawało klimat. Jechaliśmy samochodem już kilka godzin, a to była nasza jedyna wymiana zdań. Byłam zła, smutna i rozdarta. Słowa Kacpra będę chyba pamiętała do końca życia, ale miał rację nic nie trzymało mnie w tej miejscowości dla snobów, tylko oni.
______________________________________
Taaaak, jest rozdział. Jak się podoba? Opinie, relacje?
Czekam na komentarze. Czytasz=komentujesz.
Dzisiaj pierwszy rozdział z punktu widzenia Lili.
Czasami będzie rozdział w pierwszej osobie, a innym razem w trzeciej.
Piosenka
Bielizna
Torba
Strój
Buty

czwartek, 25 grudnia 2014

I - Hey, I do not think you seriously?

Dziewczyna wstała z łóżka, gdy drzwi się uchyliły. Na twarzach rodziców kryło się rozczarowanie i gniew. Matka była wykończona.
-Pani Lawrence. Może pani opuścić cele.-odrzekł twardo policjant.
-Hej mamo, siema tato.-dodała wesoło opuszczając komisariat.-Zamierzacie coś powiedzieć?
-Lilianno.-zaczęła jej rodzicielka.-Twoje zachowanie jest karygodne. To co robisz jest niedopuszczalne. Wiemy, że to jak się zachowujesz jest również naszą winą.-przerwała.-Nie radzimy sobie. Nie mam ochoty odbierać cię o piątej nad ranem z komisariatu policyjnego.-podniosła głos.-Myślimy z ojcem nad szkołą prywatną, gdzie sobie z tobą poradzą.
-Hey, I do not think you seriously? Jest wcześnie, ochłońcie.
***
Podczas drogi nikt się nie odezwał. Kiedy drzwi domu państwa Lawrence stanęły otworem cała rodzina w ciszy ruszyła do siebie. Siedemnastolatka udała się do łazienki by zrzucić z siebie ubranie i wziąć gorący prysznic. Po godzinie zasnęła w łóżku. Przez dwie godziny śniła o ludziach z imprezy. Obudziła się o ósmej. Był to dźwięk puknięcia o szybę. Kobieta podeszła do okna. Pod nim stał Will. Kąciki ust dziewczyny lekko się podniosły. Wzięła komórkę z szafki nocnej i pokazała ją w szybie. Po chwili telefon zaczął wibrować.
-Cześć.-odezwał się chłopak.
-Hej, wiesz może czemu obudziłam się u psów?
-Nope, ale wiem że rodzice byli szybsi niż ja.-dodał z przekąsem.
-Niestety.
-Reakcja?-zapytał.
-Jak na razie wymyślili internat.-zaśmiał się.-Myślisz, że będą do tego zdolni?
-Nie wiem. Lil, spokojnie. Jak coś to cię wyciągniemy.
-Okey. Jestem spokojna. Jestem niezmiernie głodna. Muszę natychmiast coś zjeść.
-I się ubrać.-zaśmiał się.-Dopiero po chwili dziewczyna zorientowała się, że stoi w oknie w samej bieliźnie. Cholera-pomyślała chowając się. Oboje rozłączyli się jednocześnie. Lili założyła białą bokserkę, fioletową bluzę z adidasa na zamek i czarne jeansy. Nie zamierzam dzisiaj nigdzie wychodzić. Mój styl jest zazwyczaj elegancki i dziewczęcy, ale lubię czasem założyć coś innego. Moja półka na buty to głównie szpilki lub koturny, ale znajdzie się też kilka par trampek. Innych płaskich butów nie noszę. Lil zeszła na dół. Przy stole siedzieli rodzice dziewczyny pijąc poranną kawę i jedząc tosty. Dziewczyna nalała sobie soku pomarańczowego i wzięła tosta z serem i szynką. Wszyscy siedzieli w milczeniu. Cisze przerwała matka.
-Rok szkolny niedługo się zaczyna więc pomyśleliśmy o przenosinach z dala od twoich znajomych. My nie mamy zamiaru porzucać prac, a szkoła prywatna z internatem nie jest tania.-przerwała patrząc na twarz córki w poszukiwaniu jakiś emocji.-Wpadliśmy na lepszy pomysł.
-Nie wiem czy będzie to karą.-przerwał ojciec.
-Dzwoniłam do Tylera. Za tydzień po ciebie przyjedzie. Jak na razie mieszka w jednym miejscu więc tam zaczniesz naukę. Podobno znajdzie dla ciebie jakiś mały pokoik, abyś mogła tam spać i się uczyć, bo ustaliliśmy że tylko to masz tam robić.-dodała z naciskiem jej rodzicielka.  Nastolatka parsknęła śmiechem.
-Nie wieże. Wysyłacie mnie do starszego brata, bo sami nie dajecie sobie rady. Cudowni dawcy genów!-krzyknęła i ruszyła w stronę swojego pokoju.
***
-Nie uważasz, że powinniśmy jakoś ją ukarać?
-A wyjazd nie jest dostateczną już karą?
W kuchni długo po wyjściu córki, jej rodzice dyskutowali o jej postępowaniu jak i swoim również.
-Mary, wyjazd jest za kilka dni, a przez ten czas ma się wymykać nocą na imprezy?
-Co zrobisz?
-Kilka lat temu kiedy w sąsiedztwie dochodziło do włamań założyliśmy alarm w oknach i drzwiach wyjściowych. System był wadliwy, ale może wystarczy.
-Zapomniałam, że coś takiego mieliśmy.
Jak wspominali tak i uczynili. Wieczorem ojciec uruchomił urządzenie. Matka zabrała córce klucze do domu. Nie miała prawa co do telefonu  czy laptopa co ustaliły już dawno temu.
Kiedy Lili próbowała około jedenastej otworzyć okno rozległ się alarm słyszany w całym domu.
***
Dzień za dniem, minuta za minutą. Tak mijał dzień Lilianny. Dziewczyna pożegnała się ze wszystkimi na fb, ponieważ tylko taką możliwość miała. Pakowała się już drugi dzień. Nadal nie wiedziała gdzie jedzie. Nie widziała brata od gwiazdki. Przez całe święta nie odzywali się do siebie, nie połamali się opłatkiem. Nienawidziła go za to że wyjechał kilka lat temu. Ciągle zastanawiała się co przyniesie jutro.
_________________________________
Witam wszystkich. Jestem zadowolona ze swojego dzieła.
Rozdział mi się naprawdę podoba i mam nadzieję, że wam
również. Postanowiłam, że rozdział będzie ukazywał się raz
w miesiącu. Podoba się? Czytasz=komentujesz! ♥
Zapraszam na bloga http://life-is-brutal-now.blogspot.com/

niedziela, 14 grudnia 2014

Prolog. Jak to się wszystko zaczęło.

-Nie pozwalaj sobie!-krzyknęła starsza z kobiet.
-Bo co mi zrobisz? Dasz szlaban, zabierzesz telefon, laptopa? Masz prawo tylko do tego pierwszego, ale wiesz już i tak go dostałam.-dziewczyna podniosła ramiona i się uśmiechnęła. 
-Lilianna! Masz na sobie kuratora, wyrzucili cię już z trzeciej szkoły. Nauczyciele sobie z tobą nie radzą i my z ojcem również!-krzyknęła jej rodzicielka. 
-Sama jesteś winna. Było usunąć!-nastolatka wybuchnęła śmiechem. 
-Dlaczego nie jesteś taka jak Tyler?! 
-Tyler, kochany starszy brat. Mistrz sportu, dobre wyniki w nauce, zero problemów wychowawczych! Idealne dziecko.
-Lili!
Tego dziewczyna już nie usłyszała. Pobiegła po chodach do swojego pokoju. Upadła na łóżko. Łzy ciekły po jej policzkach zatapiając się w poduszkę. Ona jest niemożliwa. Zawsze porównuje mnie do niego. Nie moja wina, że szkoła to nie miejsce dla mnie. Idiotka! Nienawidzę jej! Jej, Ojca i Tylera. Nagle odezwał się jej telefon. "Impreza u Kacpra T. Wpadniesz?-Max Sobieski" Głowa dziewczyny momentalnie uderzyła o poduszkę. Nie miała ochoty na imprezę, a jednocześnie chciała zobaczyć Kacpra. Dziewczyna podniosła komórkę i wystukała dziewięć cyfer. W słuchawce usłyszała dzwonek czekania "I see fire" Eda Sheeran'a. Po chwili ktoś odebrał słuchawkę. 
-Halo.-powiedziała dziewczyna o delikatnym głosie z francuskim akcentem.
-Nicole. Zamierzasz iść na impreze?
-Nie wiem. Rodzice mają dzisiaj jakieś spotkanie i zmuszają mnie do zjedzenia kolacji z jakimiś snobami.-powiedziała pochmurnie dziewczyna.
-Może po kolacji? Przecież nie będą cie tam trzymać do rana.-zaśmiała się Lili.
-Spróbuję się uwinąć do jedenastej. Wpadniesz po mnie?
-Okey.
Rudowłosa rozłączyła się jako pierwsza. Wstała z łóżka i podeszła do drzwi garderoby. Przez kilka minut przewracała ciuchy, szukając idelnej odzieży. W pewnym momencie wuciągnęła z szafy czarno-bordową sukienkę i czarny, najzwuklejszy paseczek. Do zestawu dobrała czarna marynarkę ze zrebną obwolutką. Zabrała się za rozczesywanie włosów. Nałożyła wieczorowy makijaż w formie białego i czzarnego cienia do powiek, tuszu i ciemno różowej szminki. Kiedy popatrzała na zegarek było za piętnaście jedenasta. Wróciła jeszcze do pokoju po czrne etui na udo, gdzie włożyła troche kasy i telefon. Po drodze zabrała czarne koturny z ćwiekami. Zakładała je schodząc po schodach. godzine temu wysłała do Klaudiusza sms-a by po nią podjechał. Kiedy o tym rozmyślała ktoś zatrąbił przed jej domem.
-Idę na imprezę! Nie czekajcie!-krzyknęła wesoło, tak aby rodzice ją usłyszeli i wybiegła z domu.
Nie mam pojęcia jak ja na tych butach biegam. Są makabryczne do chodzenia, a co dopiero do tego. Rudowłosa otworzyła drzwi kabrioleta i wsiadła do samochodu. Jej rodzice w tym samym momencie wybiegli z domu. Nie usłyszała co krzyczeli dawcy jej genów, bo Klaudiusz momentalnie ruszył rozpędzając się do niedozwolonej prędkości.
-Cześć.-powiedziała dziewczyna.
-Siema. Wyglądasz odlotowo. Lili nie wiem kiedy przeztaniesz mnie zaskakiwać.
-Klaudiusz, ty też wyglądasz wspaniale. Jedziemy po Nicol.
Chłopak naprawdę wyglądał czarująco. Miał na sobie czarną koszulę, białe jeansy i czarno-brązowe buty Lacoste z najnowszej kolekcji. Rodzice Klaudiusza odzedziczyli po pradziadkach firmę, pzrez co stali się bogaci. Samochód za około 120 tys. euro to tylko jeden z nielicznych prezentów na osiemnastkę. Nie jedną dziewczynę udało mu się już poderwać na białe BMW M6 cabrio. Po dwóch minutach byli już pod domem Nicol.
-Ładna sukienka.-dodał po chwili ciszy Klaudiusz.
-Dzięki. Nowe buty?-zapytała rudowłosa.
-Taaa, taki tam prezent od ojca. Dorzucił do tego prawie całą kolekcję. Rekompensata, za to że nie zjadł ze mną obiadu. Znowu.-na te słowa chłopak położył widoczny akcent.-Mam tego dość. Jest tak pochłonięty pracą, że nie może zjeść ze mną jednego posiłku w tygodniu.-milczał.-Myślą, że drogie prezenty załatwią sprawę. Gdzie Nicol?
Jakby na zawołanie szatynka ukazała się w drzwiach rezydencji państwa Moliere. Kolejna bogata rodzina w dzielnicy. Kocham ich, a jednocześnie zazdroszczę im, a to mnie zabija. Klaudiusz narzeka na rodzinę, bo nie zwracają na niego uwagi, ale ma to o czym wielu amarzy. Pieniądze. Nicol zawsze mówi, że kasa się dla niej nie liczy, ale narzeka kiedy rodzice nie chcą dać jej stówki na lody. Czy dadzą jej mniej niż tysiak tygodniowo kieszonkowego. Szatynka była ubrana w czarną bokserkę z krzyżykami, białą spudniczkę i w koturny z kwiatkami. Przez ramię miała przewieszoną szarną torebkę. Wsiadła do samochodu i ruszyliśmy dalej.
-Hej, udało ci się wyrwać.-powiedziała Lili.
-Poszłam... do... łazienki.-wszyscy zaczęli się smiać.
Dom Kacpra był oddalony raptem o 4 minuty drogi samochodem, od domu Nicol. Już przecznice od miejsca spotkania było słychać muzykę.
***
Grupa przyjaciół weszła do domu Kacpra. Nicol natychmiast ruszyła w stronę swojego chłopaka, któego dojrzała przy barze. Klaudiusz niemal od razu został porwany przez grupę dziewczyn. Lili wypatrywała gospodarza. Przywitała się z kilkorbiem osób, wreszcie dołączyła do grupy tańczących. Po kilku piosenkach ktoś złapał ją za biodra. Momentalnie się odwróciła był to Kacper.
-Cześć!-krzyknęła.
-Cześć.-odpowiedział
Wziął ją za rękę i pociągnął w stronę baru gdzie wydawało się być ciszej. Zamówił coś u barmana i poszli razem na górę do jego pokoju. Znali się od dziecka. Pamiętała jak ten pokój się zmieniał z biegiem lat, jak jego właściciel rósł i przechodził przemiany wraz z nim.
-Wyglądasz epicko.-powiedział gdy przekroczyli próg.
-Dziękuję. Tęskniłam.-niewiasta przytuliła się do piersi przyjaciela. Byli przyjaciółmi, byli dla siebie jak brat i siostra. Czasami przekraczali tą granicę, ale nigdy nic między tymi dwojga nie zaszło.
-Co się stało?-zapytał młodzieniec.
-Pokłóciłam się z mamą...Wiesz kolejny raz porównuje mnie to Tylera. On jest idealny, a ja jestem tobołkiem, którego pragnie się pozbyć.
-Ej. Nie przesadzaj. Nie może być, aż tak źle.-dziewczyna podniosła wzrok. Wpatrywali się tak w sibie przez kilka sekund.-Wiesz, że jesteś piękna?-zapytał.
-Tak mi mówiono.
***
-Ludzie!-krzyknęła blondynka imieniem Nora.- 4/5 nas już poszło. Może zagramy w Prawdę i Wyzwanie.
Zdania były podzielone, ale decyzja była jednoznaczana. Zagrają. Przyciszyli muzykę i usiedli przy kanapach. Niektórzy na, inni obok lub na sobie.
-Ja zaczynam. Kevin.-chłopak o kruczo czarnych włosach pomachał ręką.-Prawda czy wyzwanie? Gramy tak jak zawsze można poznać jedno i zapytać się o drugie i można wybrać.
-Jasne. Prawda.
-Czy to prawda, że odebrałeś dziewictwo jednej z trzecioklasistek w zeszłym roku w schowku woźnego?
-Prawda!-tłum uczniów zaczął pogwizdywać.-Odpowiedź brzmi Nie, ponieważ była to drugoklasistka.-pojawiły się jeszcze większe odgosy zadowolenia. Kilku chłopaków złożyło mu gratulacje.-Teraz moja kolej, Katie. Prawda czy Wyzwanie?
-Prawda.
-Czy to prawda, że spałaś z kochankiem swojej matki?
-Wyzwanie.-odparła natychmiastowo.-ludzie wybuchli śmiechem.
-Ztań na piętrze przy schodach bez koszulki i stanika.-chmara pogwizdywać chłopaków ruszyła. Dziewczyna zaczęła obnażać górę swojego ciała, co nie było nowością. Na połowie imprez to robiła. Po trzech minutach zeszła i zaczęła się ubierać.
-Dobra wybieram Kacpra. Prawda czy Wyzwanie?
-Prawda.
-Czy spałeś z Lili?
-Nie.-odpowiedział z uśmiechem na twarzy.
-Nie wierze.-odrzekła Katie.
-Uwierz!-krzyknęła Lilianna.
Gra odbywała się w najlepsze. Masa osób się całowała, obnażała czy zdradzała sekrety swojego życia. Kolejny raz wypadła Malia. Była chamską idiotką z kolejką wrgów.
-Lili. Prawda czy wyzwanie?-dziewczyna podskoczyła, kiedy usłyszała swoje imię. Nie lubiła tej gry. Uważała, że jest niestosowna.
-Wyzwanie.
-Pocałuj Mateusza.-Mateusz był chłopakiem Nicol. Najlepszej przyjaciółki Lili.
-Prawda!
-Czy prawdą jest, że twoi rodzice mają problemy z kasą i z trudem żyją od pierwszego do pierwszego?-Skąd ona to wie? Idiotka. Nie nawidzę suki. Nie chciałam całować się z chłopakiem Julki, a moje wstrzymanie tylko uwiarygodniło ją w przekonaniu, ale i tak spróbowałam. 
-Nie. Moja rodzina ma się dobrze. Dziękuję, że się martwisz.-dodała z sarkazmem.
***
Obudziłam się z okropnym bólem głowy, na twardym łóżku. Kiedy otworzyłam oczy nie miałam pojęcia gdzie jestem. Dopiero gdy usiadłam skapłam się, że jestem w policyjnej celi. Nie pamiętałam prawie nic z poprzedniego wieczora. Ostatnie co mi świtało była moja odpowiedź na durne pytanie Malii. Sięgnęłam po "naudnik"z telefonem. Wysłałam sms-a do Willa aby mnie stąd wyciągnął. Zdążyła kliknąć "wyślij" kiedy przy celi pojawił się wysoki policjant z moimi rodzicami. Świetnie. Zacznie się. Co ja właściwie tutaj robię? 
_______________________________________
Nareszcie napisałam. Tak!!! rozdział mnie zadowolił.
Mam nadzieję, że nie pojawiło się za dużo literówek, czy
błędów. Zapraszam do komentowania!

Ubiór:

Strój Lili
Strój Nicol